sobota, 21 lipca 2012

Na kształt dziecka

Sam nie do końca wiem w jaką tematykę bloga wchodzę. Trudno mi o konkretną formę, schemat... którą i tak jest ustawianie literek w odpowiedniej kolejności, coby wychodziła jakaś treść. Dzisiaj chodzi mi o szereg codzienności.

źródło: www.photoblog.pl/ziooola


Nie przepadam za jazdą samochodem, tudzież autobusem. Poza specyfiką zapachów, dochodzi do tego jeszcze ulotność obrazów za szybą. Mijam dziesiątki miast, setki ulic, tysiące domów i osób... Z każdym miejscem wiąże się jakaś historia, wypowiadane były tam w konkretnym czasie konkretne słowa, o których nie mam pojęcia. Każda mijana osoba ma swoje marzenia, wspomnienia, problemy, osiągnięcia... A ja na ,,poznanie" jej mam zaledwie sekundę. W dodatku jest to poznanie powierzchowne, ograniczające się do wyglądu i pierwszej opinii. Nie ma chyba nic dziwnego w tym, że dodaje ludziom odgórnie różne cechy, członków rodziny, tudzież poglądy... Niektóre osoby są zwyczajnie charakterystyczne - wiąże się to z ich subkulturą, tudzież sposobem bycia. Łatwo jest rozpoznać na ulicy nauczycielkę, która patrzy na młodzież jak na ostatnie zło (nie oznacza to wcale, że wszyscy starzy ludzie są nauczycielami... chyba, że samozwańczymi), dzierżąc w ręcę torbę i nieprześwitującą reklamówkę.

źródło: www.photoblog.pl/ziooola

A to dopiero faza wstępna wszelakiego niepokoju. Na ulicy mijam starszych ludzi, zazwyczaj zmęczonych, narzekających na wszystko. Ile razy zastanawiałem się, jak wyglądali kiedyś... Kim byli kiedyś... Czy udało im się spełnić swoje marzenia? Zauważam jedynie charakterystyczny zapach wypełniający autobusy, ,,troskę" o swoje torby (coby mogły sobie usiąść na miejscu obok), wiecznie niezadowolenie... 
Przemijanie jest straszne. Gdy codzienność wypełniają lekarstwa, wizyty w szpitalach i nadzieję, że może wnuczek, zajęty swoim życiem, wpadnie z wizytą. A jedyne co jesteśmy w stanie zauważyć to aktualny stan do którego sam osobiście podchodzę strasznie krytycznie. I mam do siebie o to ogromny żal.

źródło: www.photoblog.pl/ziooola

Podobnie sytuacja wygląda z dziećmi. Kojarzymy je jako załatwiające się gdzie popadnie (= słodkie) stworzonka, które dużo śpią i mają niespożyte zasoby energii. Później zadają mnóstwo pytań, grają w chowanego, aż w końcu idą do szkoły, pracy, apteki... Mówimy, że są grzeczne, mądre, to za mamą, to za tatą... Potem chwilowy etap buntu (który co poniektórym zostaje jeszcze do kryzysu wieku średniego) i przyjaźnie, marzenia, cele, postanowienia, życie. Powoli beztroska odchodzi w zapomnienie.

Idąc do przedszkola z młodszą siostrą, będę mijał przyszłych lekarzy, prawników, policantów, którzy rzucają się teraz klockami, oznaczając śliną swoje kanapki.

źródło:  www.photoblog.pl/ziooola 

Niejedna mądra stota, czy nawet ta niemądra uznała, że (ech, co za brzydkie określenie) starzy ludzie są podobni do dzieci. Znowu zaczynają rozumieć mniej (więcej rzeczy trzeba im tłumaczyć), wymagają opieki, czy chociażby pieluchy/pieluchomajtek. Ale jest to tylko skromne podobieństwo. Bowiem delikatne dziecko, nieświadome życia nijak się ma do pomarszczonego staruszka, który życie ma praktycznie za sobą. 


,,Starzec i pijany są po dwakroć jak dzieci." Platon

John Tayds

piątek, 20 lipca 2012

Śmierć

Teoretycznie jest to jedyna, pewna rzecz na świecie. Przynajmniej tak się powszechnie uważa. Każdy z nas, jeśli jest zdolny czytać tego posta, doświadczył jej w sposób pośredni i w nią wierzy. Jest to pełen fenomen, bo dlaczego miałbym wierzyć w śmierć, skorom jej nigdy nie doświadczył? Co prawda jest wszechotaczająca, wieczna. Nastolatka potrącona przez samochód, inna zgwałcona i zamordowana. A przecież śmierć nie robi już na nikim wrażenia, chyba, że spada nagle na młodą osobę z naszego otoczenia. Ludzie modlą się do ukrzyżowanego Jezusa, pomijając fakt, że on wisi na tym cholernym krzyżu... Po prostu stało to się jakimś smutnym zwyczajem, pozbawionym wrażliwości. Maniacy zabijają się nawzajem w grach, myślach. Ale to przecież nic dziwnego. 

źródło: http://www.photoblog.pl/ziooola/117808354


Pójdźmy za ciosem... Czy istnieje coś po śmierci? Mam może drobny zalążek wiary w to, że istnieje coś ponad proces gnilny, rigor mortis... Ale tak naprawdę zostanie po nas profil w systemach społecznościowych zapełniony tygodniowymi zniczami. Coś więcej? Pamięć, która zamieni się w smutny obowiązek zapalenia znicza 1 listopada, coby pokazać się w nowo kupionym futrze.

Epikur uważał, że ,,rodzimy się z wyrokiem śmierci". Jaki zatem jest sens życia, które odgórnie skazane jest na trumnę? Praca, Rodzina, Pasja... Co kto woli. Ja chyba ograniczę się do wyczekiwania na coś bliżej nieokreślonego. 


Razu pewnego, podczas rozmowy z dobrym znajomym na temat śmierci, zapytał mnie:
- Jak myślisz, istnieje jakieś życie po śmierci?
- Jak umrę, to Ci powiem.

Wydaje się to być odpowiednim zakończeniem.

JT

czwartek, 19 lipca 2012

Uzależnienia

Najbardziej spopularyzowanymi (ze względu na bezpośrednie niebezpieczeństwo) nałogami jest uzależnienie od papierosów, narkotyków oraz alkoholu. Nie chciałbym w żaden sposób lekceważyć niebezpieczeństwa z nimi związanego, tragedii rodzin, długów, cierpienia... Jednkaże na ten temat zrobiono już wystarczającą ilość filmów, książek, czy nawet piosenek. 

Ja chciałbym skupić się na uzależnieniach powszechnych, na które częstokroć nie zwracamy uwagi.

1. Uzależnienie od herbaty.
źródło: http://boboyui.deviantart.com/art/Tea-68133177?q=boost%3Apopular%20tea&qo=19

Sprawa może wydaje się banalna, bo herbatę pije praktycznie każdy (chciałem unikać takiego stwierdzenia, bo w końcu co kraj to bieda, to obyczaj), a przynajmniej w moim środowisku. Poranna herbata na śniadanie dla uczniów, dietetyczna herbata dla osób odchudzających się, mocna herbata dla dziadziusia, herbatka z miodem dla chorego... Sam jestem tego najlepszym przykładem, pochłaniając około 5 herbat dziennie.

2. Uzależnienie od zakupów. (Zakupoholizm)


źródło: http://www.facebook.com/artphotopoland


Temat również powszechny. Ale ja chciałbym spojrzeć nań z nieco innej perspektywy. Chciałbym pominąć sferę rozpieszczonych nastolatek buszujących po ZARZE, H&Mie i innych markowych sklepach. Chodzi mi bardziej o sklepy spożywcze, markety... Mój przyjaciel robi codziennie zakupy w biedronce. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic dziwnego - kupi chleb, masło, ulubiony serek... Ale spacerując między różnymi działami, chociażby promocji, raz po raz wpadnie mu do koszyka jakiś nowy produkt. Kupi go raz, dwa, siedem... potem kupowanie tego artykułu wchodzi mu w nawyk. I tak człowiek uzależnia się od kolejnych rzeczy, takich jak chociażby zupki błyskawiczne, gumy do żucia, cola...

3. Uzależnienie do coli i innych colopodobnych stworów
źródło: http://frances23.deviantart.com/art/Coca-Cola-134511364




Nie chce się bawić w żadną reklamę. Ale uzależnienie od coca-coli również wydaje się być problemem powszechnym. Bo przecież w upalny dzień człowiek wypije jedną butelkę i wciąż chce mu się pić... to pójdzie po następną. I tak kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca. Z braku funduszy orginalna coca-cola zostanie zmieniona na biedronkową cole original etc. 

4. Uzależnienie od ludzi.
źródło: http://www.photoblog.pl/ziooola/94581254
I tutaj dochodzę do swego rodzaju paradoksu opisanego przez między innymi Rousseau i Kanta (aspołeczna towarzyszkość)... Człowiek pragnie żyć z ludźmi, w pewien sposób szuka akceptacji, towarzystwa. Zauważył to już Arystoteles nazywając człowieka zwierzęciem społecznym (zoon politikon). Ale chcąc być wśród ludzi, musimy zakładać swego rodzaju maskę. Nie możemy być prawdziwymi sobą. Przyjmujemy normy społeczne, wymagane w grupie, oczekujemy akceptacji. I nie ważne jak człowiek będzie uciekał od ludzi, upierał się w swym osamotnieniu... Człowiek do szczęścia potrzebuje człowieka. 



Oczywiście jest jeszcze wiele innych, powszechnych uzależnień o których nie wspomniałem. Po prostu te powyżej, akurat wpadły mi do głowy.

Zachęcam do komentowania.

JT

środa, 18 lipca 2012

Cel

Z tego co mi powszechnie się wmawia, wszystko winno mieć jakiś cel. Konkretny, chociaż bliżej niedokreślony. Cel tego bloga? Trochę pomarudzić, zebrać kilku e-czytelników spoza kręgu znajomych, tracić czas, zmieniać zdania. 

Pani w przedszkolu mówiła żem umiem pisać i chciałbym się tą umiejętnością z wami podzielić. Co prawda chodziło wówczas o zapisanie całego alfabetu w powielanych rządkach, ale czy to aż tak bardzo różni się od pisania bloga? 

źródło: http://www.photoblog.pl/ziooola/126273004

Tęcza jest symbolem nadziei, boskiego przymierza, związków homoseksualnych, bogactwa (bo w końcu na którymś krańcu jest kociołek pełen złota) i jakiegoś podupadającego biura podróży. Każdy interpretuje wszystko na swój własny, wyjątkowy sposób. Mnie tęcza kojarzy się z ciszą i zapachem deszczu. Nie jest to nazbyt ambitne, aczkolwiek czego można wymagać od nieletniego chłopczyka z szarego motłochu blokowiska? 

Na dobry złego początek rozmyślań bez rozmyślań.

JT