sobota, 9 marca 2013

Oni

Ten blog wciąż siedzi mi na ramieniu (po prawej stronie rzecz jasna). Pragnę wracać, pisać... lecz znowu coś mi ucieka. I tak dopiero na czyjąś prośbę, wspomnienie powracam. Znów, ponownie, jak zwykle, jak wtedy, jak nigdy...

fc06.deviantart.net/fs15/i/2007/200/3/f/the_return_by_dorry.jpg

Na 18:00 wybieram się na przedstawienie do Teatru. A raczej... do budynku Teatru Miejskiego, bo sam Teatr w mej mieścinie nie istnieje. Nie ma żadnych stałych spektakli, grupy (pół)profesjonalnych aktorów... W końcu to tylko małe miasteczko... do którego zjeżdżają się raz po raz obwoźne teatrzyki, odgrywające przedstawienia adekwatne do kanonu lektur szkolnych. Jest jeszcze drugi typ przedstawień (na który się wybieram). Ci sami ,,aktorzy" , z tej samej szkoły, grają w każdym przedstawieniu podobne role, wykorzystując te same ,,triki" teatralne w tych samych częściach przedstawienia. Powielanie tego samego schematu przy innych strojach i słowach - czyli przeciętna polonistka, która przez swoje reinterpretacje różnych dzieł, nieświadomie doprowadza do ich destrukcji. Ba! Destrukcji? Masakry, makabry, ekterminacji, orchidektomii! Piszę te słowa jeszcze przed wyjściem na kolejne przedstawienie (dalsza część wpisu pochodzić będzie z późnych godzin wieczornych i jestem przekonany o tym, iż me zdanie nie ulegnie zmianie).

No i nie uległo!

Oni, czyli o tajemniczych organizacjach rządzących naszym światem

Inspiracji do poruszenia akurat tego tematu było kilka... Począwszy od swego rodzaju Rady Starszych w anime ,,Ergo Proxy"; przechodząc przez kwestie poruszane na zajęciach etyki; kończąc na poglądach nowopoznanego współdebatanta, pragnącego dołączyć do Wolnomularstwa. Powszechnie uważa się to za swego rodzaju nurt, kategorię myśli - co nie zmienia faktu, że w jej skład wchodzi kilka organizacji o ściśle zbieżnych poglądach i priorytetach. 

Masoni (wolnomularze)

pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Square_and_compasses2.JPG
Początek tego ruchu wiąże się z prostą do zapamiętania datą, a mianowicie rokiem 1717... Kiedy to cztery lordowskie loże angielskie założyły Wielką Lożę Londynu. Parę lat później pewien pastor stworzył do WLL konstytucje i unormował wszelakie kwestie sporne w jednym akcie normatywnym. Brzmi to może potężnie i wielmożnie, ale było to zaledwie sześć zasad, obowiązujących do dziś. Jeszcze wcześniejsze, pośrednio związane z samym ruchem, miały być stowarzyszenia budowniczych świątyń... Spotykali się oni pod osłoną nocy, w miejscu budowy świątyń i dyskutowali na tematy... o których nie mam pojęcia. Ale to zaledwie jedna z teorii. Nie chce Was zanudzać historią, ani kłamać... Mam w tej dziedzinie jedynie szczątkową wiedzę i chciałem jedynie napomniec o kilku ugrupowaniach. Głównym zamysłem tego ruchu jest obojętność wyznaniowa, poglądowa, religijna, etnicza z lekką dyskryminacją kobiet (bo nie mogą one, jeśli dobrze pamiętam, osiągnąć ostatniego stopnia wtajemniczenia) i skupienie się na idei braterstwa, równości (troszkę śmierdzi komunizmem). W Polsce takie loże również istnieją, Współdebatant wspominał, iż trzeba mieć 18 lat i albo zostać zaproszonym, albo zwyczajnie zgłosić się samemu i zależnie od farta dołączyć do początkowego stopnia wtajemniczenia. 

Przez sam zamysł zamkniętej organizacji i potępienia ze strony Kościoła zaczęto doszukiwać się teorii spiskowych, jakoby Masoni władali ludzkością... Jakoby Masonem był papież, prezydenci państw etc. 

Tutaj można dowiedzieć się co nieco o wolnomularstwie w Polsce:

Bohemian Grove

fc03.deviantart.net/fs70/f/2011/322/e/f/666_yisrael_god_and_slaves_by_wolfenkrieger-d4gjyvf.jpg
Zabawa pod wielką sową zaczęła się w 1872 roku w San Francisco. Utworzony został tajny klub (tak tajny, że sam nie wiem skąd mam o nim informacje...) skupiający osoby z śmietanki politycznej, kultorowej, czy chociażby militarnej świata. Ogniwem splatającym te wszystkie osoby miały być wspólne zainteresowania okultyzmem, różnymi mitologiami, a później zwyczajnie... pragnienie dołączenia do pewnej stowarzyszonej elity. Joseph Redding, jeden z przewodniczących klubu stworzył rytuały i obrzędy, wzorując się na wszystkich możliwych i znanych mu mitologiach. Klub jest ogromną tajemnicą... Nie wiadomo do końca, które zdjęcia są prawdziwe, a które nie... Uważa się, że spotkania odbywają się pod 12-metrową sową. Same spotkania pozostają w ścisłej tajemnicy (ich terminy), bowiem miejsce jest ściśle określone (i cholernie dobrze strzeżone). Do brania udziału w obrzędach Bohemian Grove/Club przyznały się taki osoby jak (teraz pozwolę sobie skopiować coś z innej strony): pisarze, tacy jak Jack London i Mark Twain, politycy tacy jak twórca FBI J. Edward Hoover, John Major, Colin Powell, a także prezydenci USA – Dwight Eisenhower, Richard Nixon, Ronald Reagan, Bill Clinton i George W. Bush. Z kolei w lipcu 2004 roku „New York Post” informował czytelników, że w dwutygodniowym spotkaniu udział wzięli: George H. W. Bush, Dick Cheney, Alan Greenspan, Walter Cronkite, Newt Gingrich, Alexander Haig, Jack Kemp, Henry Kissinger, Colin Powell, John Major, William F. Buckley, Justin Dart, William Randolph Hearst, Caspar Weinberger, Charles Percy, George Schultz, Edward Teller, i były dyrektor CIA, William Casey.

Zakon Czaszki i Piszczeli

Nie jestem pewien, czy nie jest on jakimś odłamem masonerii... Chcę o nim tylko wspomnieć. Jedyne co wiem, iż należał do niej między innymi George W. Bush. Wspomniał o tym w swojej biografii, zarzekając się, iż są to tak tajne informacje, że nie poświęci temu więcej niż jednego zdania. Dowodem na to, że nie są to tylko puste słowa są zdjęcia... Szczególnie to jedno, tak bardzo rozpowszechnione:

www.zbawienie.com/images/georgewskullnbones.jpg
Również polecam doczytać więcej informacji, czy chociażby wspomnieć parę ciekawostek w komentarzu. Ja chciałem tylko naprowadzić na pewien trop. 

Tłum "nakłania go, 'Pij to! Pij to! Pij to" i on pije. Następnie jest on pośpiesznie prowadzony do człowieka ubranego jak Papież. "Ale zanim Demon chłoszcze go przez twarz swym ogonem. Inicjowany zgina się aby pocałować Papieża wielki palec u nogi, włożony w czaszkę" (Robbins, str.120.) Jest to główna część bardzo nie chrześcijańskiej i bluźnierczej ceremonii, która zainicjowała wielu członków klanu Busha w tę tajemniczą społeczność, odzwierciedlając podobne rytuały wcześniejszych bluźnierczych społeczeństw a nawet pewnych sekt wielbiących demony.

Po więcej informacji, zapraszam tutaj:

Bilderberg
th00.deviantart.net/fs70/PRE/f/2011/122/8/2/conspiracy_to_rule_the_world_by_quartertofour-d3fgo1s.jpg

Klub łączący ze sobą prezydentów, biznesmenów i inne sławy ze świata polityki, religii etc. którzy spotykają się jeden raz do roku w ścisłej tajemnicy, by porozmawiać na temat aktualnych problemów świata. Nazwa grupy wywodzi się od nazwy hotelu w którym odbyło się pierwsze spotkanie, które zostało zainicjowane przez Polaka (Józefa Retingera), którego notaki biograficzne robią prawdziwe wrażenie... Dla ukazania przykładu i jak to wygląda współcześnie, skopiuje info z wikipedii:

Konferencje Grupy Bilderberg odbywają się przy obecności wyselekcjonowanych dziennikarzy, lecz zgodnie z obietnicą dyskrecji, nie zdają oni relacji z przebiegu ani treści rozmów. Tym też należy tłumaczyć brak zainteresowania mediów spotkaniami, w których uczestniczą m.in. takie osoby jak prezes Banku Światowego James Wolfensohn, żona byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Hillary Rodham Clinton, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, żona Billa Gatesa – Melinda Gates, czy Andrzej Olechowski. W 2012 r. w spotkaniu Grupy brał udział polski minister finansów Jacek Rostowski. Wg uczestników, ze względu na nieformalny charakter, spotkania pozwalają na swobodną wymianę poglądów niezależnie od aktualnych animozji politycznych.




A jak Wy sądzicie? Zdaję sobie sprawę, że żaden ze mnie specjalista. Chciałem tylko uwidocznić pewien temat, zagadnienie... Wierzycie w jakąś grupę rządzącą światem? To, że takie grupy jak np. Bilderberg istnieją wydaje się być niezaprzeczalne. Ale sprawia to wrażenie luźnej dyskusji, a nie ściśle określonego tworzenia systemu zagłady ludzkości... Czego swoją drogą nie chce wykluczać. 

Jakie jest wasze zdanie? Istnieją jacyś ,,Oni" , czy raczej tworzymy ich sami, poszukując sensacji? Moje zdanie na ten temat bywa różne. Wierzę, iż przywódcy państw w pewien sposób kooperują ze sobą, że tworzone są układy o których nie mówi się publicznie (nie tylko pomiędzy władcami państw, a również biznesmenami)... ale bynajmniej się tym nie przejmuję. 

Pozdrawiam,
Nikt


“Lolita, light of my life, fire of my loins. My sin, my soul. Lo-lee-ta: the tip of the tongue taking a trip of three steps down the palate to tap, at three, on the teeth. Lo. Lee. Ta. She was Lo, plain Lo, in the morning, standing four feet ten in one sock. She was Lola in slacks. She was Dolly at school. She was Dolores on the dotted line. But in my arms she was always Lolita.”

Vladimir Nabokov, Lolita

czwartek, 20 grudnia 2012

Wieczorna zaduma nad kresem czasów

Cześć, Wam! (Kto by pomyślał, że to tak dziwacznie wygląda!)

Zgodnie z wizją Majów, a raczej burzą medialną - jutro zakończy się żywot tej pięknej planety. Gdyby z jutrzejszym dniem miał nadejść koniec świata - można uznać ten wpis za mowę pogrzebową/pożegnalną. 

,,Gdybym nawet wiedział, że jutro świat przestanie istnieć, to jeszcze dziś zasadziłbym drzewko jabłoni."
Marcin Luter (Martin Luther, 1483 - 1546)


fc04.deviantart.net/fs14/i/2007/101/1/7/Apple_Tree_by_Rinian.jpg

Stąd chyba właśnie ten wpis. Nie chce się rozstrząsać aż nadto nad samym końcem świata dnia jutrzejszego. Ale z tego co zrozumiałem to jest on zależny od Majów, którym skończyła się tabliczka, czy też ściana.

... a przecież koniec świata nadchodzi codziennie. Dla każdego człowieka, dla pojedynczych ludzi, dla nas samych. Z gimnazjum kojarzę jeszcze wiersz Czesława Miłosza Piosenka o końcu świata.


W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
 Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa

I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.

A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
 Dopóki słońce i księżyc są w górze,

Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
 Powiada przewiązując pomidory:

Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.


Interpretacyjny wniosek był podobny do tego, który pozwolę sobie spisać poniżej:

Każdego dnia, z kolejną sekundą umierają kolejni ludzie. To właśnie śmierć jest dla nich tytułowym końcem świata, a nie zapowiadana przez Majów, czy Biblię apokalipsa. Bowiem nasz świat ogranicza się do naszego życia (tutaj upraszam, bo łatwo można z tym polemizować), naszego postrzegania. I z dniem naszej śmierci, mimo, że Świat wciąż trwa swoim rytmem i wedle swych praw - nadchodzi koniec świata. 

To jedna z popularniejszych interpretacji tego utworu. Ba! Nawet dosyć popularna wizja końca świata (ograniczającego się do życia konkretnej jednostki) Ale przecież nadmieniłem gdzieśtam u góry, że w pewnym sensie koniec świata występuje każdego dnia, u wszystkich. Dlaczego?


fc07.deviantart.net/fs10/i/2006/090/f/5/NOBODY_by_hamex.jpg


Przecież każdego dnia umieramy, poddajemy się, zapominamy. Każdego dnia, bezwiednie zapominamy kolejne wspomnienia, tracimy nawet i wiedzę. Każdego dnia narzucane jest nam cudze zdanie, cudze prawa. Każdego dnia gubimy się, każdego dnia umieramy. Tak po prostu. 

Przestajemy być sobą, zaczynamy być nowym sobą. Umieramy, odradzamy się. Kłócimy, godzimy się. Pamiętamy, zapominamy. Jesteśmy.. a czasem zwyczajnie nas nie ma. Nawet Ja - Pan Nikt. Bo niby kto? 

Tak odchodząc od tematu, pozostając na jego skraju... Gdzie jest Wasz koniec świata?
Kiedyś umowną granicą dla mnie, była apteka (najbardziej oddalony punkt zasięgu widoku z mojego balkonu). Z czasem granica wydłużyła się do boiska pobliskiego gimnazjum...

Następnie nadszedł okres w którym jako podkładkę na biurko miałem mapę świata. To nieco poszerzyło granice mojego świata, ale tylko teoretycznie (podróże palcem po mapie).


fc05.deviantart.net/fs71/f/2009/341/4/1/At_World__s_End_by_Liebeistverboten.jpg

Mieszkam 40 minut drogi, samochodem od Torunia (dla tych lubiących wysokie prędkości - 30 minut). Poza samym klimatem, historią i kulturą bijącą z tego miasta, znajduje się tam także planetarium. Podróże po różnych galaktykach poszerzyły granice świata jeszcze dalej, dalej i dalej. Było to jednak poza moim zasięgiem. Mogłem o tym przeczytać, mogłem nawet ,,zobaczyć". Jednak, co z tego? 

Nie doświadczyłem podróży międzygalaktycznej, nie byłem także na środku żadnego z oceanów (nie licząc napomnianych wędrówek palcem po mapie). Byłem z wycieczką u naszych południowych sąsiadów, zahaczyłem o Austrię. To są moje aktualne granice poznania. Od niedawna, wierzę także w Albanię. Granica poszerza się, teoretycznie. 

Jednak gdybyście zapytali mnie: gdzie jest koniec świata? Wskazałbym palcem na odległy horyzont, tudzież miejsce w którym aktualnie się znajduję. 

A co Wam przychodzi jako pierwsze do głowy? Śmiało, odpowiadać!

Wybaczcie nadmierną ilość końców i światów, tak jakoś wyszło na potrzeby bycia zrozumianym.

Kończąc...

Koniec, końców i tak koniec świata nadejdzie. Prędzej niż później, powybijamy się wszyscy nawzajem. 


Nikt

niedziela, 16 grudnia 2012

Znowu Ja

Pisanie tego bloga składa się z ciągłych przerw i powrotów, powrotów i przerw. Zupełnie jak z chwilowymi iskierkami zapału, gdy motywacja nie mieści się już w naszej głowie i przez jeden dzień planujemy najbliższą przyszłość, która finalnie i tak wygląda inaczej. Bardzo za to przepraszam, ale chyba już tak mam. 

Pierwszy semestr roku szkolnego dobiega końca, sprawdzanie prac na Olimpiadę Filozoficzną dobiegło końca, życie X osób dobiegło końca. A ja wciąż mam możliwość powrotu w ramkę edycji tekstu na bloga. Pogoda przepełniona mgłą, zgniliźną, błotem i szałem zakupowym - czyli to, co Polacy lubią najbardziej. Przynajmniej jest na co narzekać. 


Niedawno była rocznica śmierci Johna. Kiedy wchodzimy na wikipedię, tudzież zaglądamy do encyklopedii (czego już chyba nikt nie robi) w nawiasie mamy podane dwie informację. Datę i miejsce narodzin + datę i miejsce śmierci. Drażni mnie to. Drażni mnie ta budowa notek encyklopedycznych. Drażnią mnie także covery ,,Imagine" Lennona. 

Mam swoją własną wizję tej piosenki: cichą, spokojną, bez przesadnego artyzmu (który przypomina autyzm), wydłużania końcówek. Prostych, jak sama piosenka. 


fc00.deviantart.net/fs70/f/2010/148/c/5/Philosophia_by_Pretty_Tamy.jpg


Tematem mojej pracy na olimpiadę było pytanie, nawiązujące do poglądów Rousseau. Może wkleję tutaj cały temat:
Czy cywilizacja zmusza człowieka do bycia hipokrytą? Rozwiń temat w odwołaniu do znanych ci koncepcji filozoficznych.

I pytanie wydaje się być banalne, oczywiste. Bo, że jesteśmy hipokrytami to nic nowego. Zastanawiałem się jednak nad tym, czy aby na pewno przez cywilizację? Wiedziałem, że zakładamy maski zależne od marki nowych butów, wiedziałem, że gramy teatrzyki, uśmiechamy się, udajemy. Ale czy na pewno miało to wynikać z cywilizacji? Może jednak miało być czymś pierwotnym? Przyrodzonym naszej naturze. 

Po przeglądzie poglądów wielu Wielkich i tych mniejszych na temat społeczeństwa, cywilizacji, człowieka... Doszedłem do wniosku, że hipokryzja jest czymś wcześniejszym od cywilizacji. I to właśnie ona daje nam możliwośc utworzenia jej, jest jej siłą sprawczą. Bo chcemy być z innymi ludźmi z własnej woli, nawet jeśli ma nas to ograniczać. Po krótce ilustruje to Schopenhauer, pewną metaforą:

  ,,Pewna gromada jeżozwierzy skupiła się w zimowy dzień możliwie blisko siebie, aby wzajemnym ciepłem uchronić się przed zamarznięciem. Wkrótce jednak odczuły nawzajem swe igły, co je znowu od siebie oddaliło. Kiedy potrzeba ogrzania się zbliżyła je znowu, powtórzyło się to drugie zło, tak że szarpało je między sobą jedno i drugie cierpienie, póki nie znalazły umiarkowanej odległości, w której najlepiej mogły znieść jedno i drugie. W ten sposób potrzeba towarzystwa, wyrastająca z pustki i monotonii własnego wnętrza, spędza ludzi razem, ale ich liczne odstręczające właściwości i nieznośne wady znowu ich od siebie odpychają[1].

fc03.deviantart.net/fs11/i/2006/212/9/d/Elder_Porcupine_by_ursulav.jpg


Pewnie to tylko takie ględzenie sobie, bez większego znaczenia. Bo wspominam o pracy, nie podając całego ogromu użytych w niej argumentów. Skończę was zanudzać tym tematem, końcowym cytatem.
   

Tak więc odpowiedź na pytanie: czy społeczeństwo zmusza człowieka do bycia hipokrytą?, brzmi: „nie”. Owszem, jesteśmy hipokrytami, ale nie dlatego, że społeczeństwo (cywilizacja) zmusza nas do tego. Jesteśmy hipokrytami, bo taka jest nasza ludzka natura, która każe nam skrywać się za maską i ujawniać z siebie tylko tyle ile w danym momencie chcemy. Tkwi w nas specyficzna forma hipokryzji, nazwana przez myśliciela z Królewca aspołeczną towarzyskością, która jest przed społeczeństwem, która umożliwia jego powstanie i warunkuje jego istnienie. Naszych bliźnich „nie możemy znieść, ale też nie możemy się bez nich zarazem obyć[2].
Jesteśmy hipokrytami, bo nie możemy nimi nie być.
fc06.deviantart.net/fs9/i/2006/048/0/c/Christmas_by_applefight.jpg

Dziwnie to wyszło graficznie, ale nic na to nie poradzę.

Święta!

Czyli przedświąteczna atmosfera, przedświąteczne zakupy, przedświąteczne nerwy, przedświąteczne porządki, świąteczna atmosfera, świąteczne zakupy, świąteczne nerwy, poświąteczne porządki. Lubicie Boże Narodzenie? Ostatnio dowiedziałem się, że Wigilia obchodza jest w ramach rocznicy przed świętem Boga Słońca, a nie w związku z narodzinami Chrystusa. Przynajmniej pierwotnie była. 

Jakoś nigdy nie przepadałem za świętami. Była to dobra okazja, żeby się najeść i dostać coś miłego. Jednakże czasy się zmieniły. Dostrzegam teraz całe zamieszanie - problemy finansowe, rodzinne, zdrowotne. Otoczka świąt to kolejne wyzwanie, czy aby starczy do pierwszego... a kiedy już uda Nam się zasiąść do wigilijnego stołu to początkowo panuje cisza. Z czasem ktoś zaśpiewa kolędę, która oficjalnie rozpoczyna całą symfonię kłótni, wyliczeń, napomnień, wspomnień, wypomnień i przechwał. Nie szkodzi, w końcu taki jest ,,urok" rodzinnych imprez.


fc00.deviantart.net/fs10/i/2006/097/5/c/Shop_by_avotius.jpg

Mam chyba drobny uraz albo zwyczajnie z natury jestem nastawiony na narzekanie. Co można zauważyć poniżej i powyżej. Prezenty mi się nie podobały? Sam nie wiem, wolę je dawać, niż otrzymywać. Chyba za bardzo stresuje się sferą finansową. Żebym nie był za dużym balastem, obciążeniem, przeszkodą, albo nawet żebym zarobił coś i dopomógł. Ale w końcu jestem dzieckiem. Taka ma rola! 

A jak wyglądają Święta u Was? Jak tam końcówka semestru? Piszcie w komentarzach, lubię te nasze skromne interakcje! 

I jeśli, mimo wszystko, nadal tu jesteście... Bardzo Dziękuję! Trzymajcie się.

Pan Nikt


[1]   Wolne tłumaczenie [z:] Artur Schopenhauer, Barerga Und Baralipomena, Brodhaus, 1891, str. 298
[2]   Immanuel Kant, "Idee do ujęcia historii powszechnej w aspekcie światowym", str. 179

niedziela, 14 października 2012

Albania

Witam, przepraszam za nazbyt długą przerwę. Coś za często mi się zdarzają! Dzisiejszy wpis będzie pisany nieco szybszym tempem, co za tym idzie -> może paść w nim kilka rażących błędów, za które przepraszam. Temat obrałem nieco odmienny niżeli zwykłem obierać... O ile w ogóle zwykłem obierać jakieś specyficzne tematy. 

kids.mapzones.com/world/albania/albania.jpg


Chciałbym przedstawić wam Drodzy Czytelnicy, trochę informacji o Albanii, którą ostatnio się zainteresowałem. Państwo znajduje się na skraju Europy, dzień jazdy od mej mieściny. I co w nim takiego wyjątkowego?

Zacznijmy od faktu, że o Albanii zwyczajnie się nie słyszy. W telewizjii nie mówi się, że reprezentacja Albanii grała z jakąś inną; nie mówi się o wyborach, które miały miejsce; nie mówi się o katastrofach; nie mówi się o żadnych znanych Albańczykach (aktorach/pisarzach). Jedyne co przeciętny człek wie o Albanii to fakt, że jej stolicą jest Tirana. I oczywiście w egzystencji mu to nie wadzi. Mnie jednak strasznie ten temat męczył i zapytałem swojego profesora od WOSu ,,dlaczego tak mało wiemy o Albanii?" Miałem szczęście, że profesor w Albanii był i co nieco mi opowiedział. Dzisiejsza notka będzie zlepkiem informacji z kilku artykułów, które wyczytałem oraz informacji uzyskanych od psora. 

upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b6/Albania_state_emblem.png


80% obywateli Albanii ma mercedesy. Nie ważne, czy mercedesy nie mają drzwi, dachu... Są dziurawe od kul, przerdzewiałe, nowe, stare... Faktem jest to, że Albańczyk winien jeździć mercedesem - jakimkolwiek. Po przekroczeniu granicy można rozróżnić turystów od rodzimych Albańczyków nie tylko dzięki tablicy rejestracyjnej, ale także dzięki samej marce samochodu (jeśli nie jest ona mercedesem). 

galenf.com/albania/korca05.jpg

80% obywateli Albanii posiada broń. I jest to rzeczą zwyczajną, nieco odmienną niż np. w przypadku Kanady. Nie jest to państwo myśliwych, łowców etc. Specyfika opiera się na klanowo-rodzinnym wyglądzie społeczeństwa. Można uznać, że każda z rodzin jest specyficznym klanem (mini-mafią). Przypuszczalnie mężczyzna zerwał zaręczyny z córką Pana X. Pan X wyrusza z karabinem na poszukiwania byłego narzeczonego córki. Znajduje go przed spożywczym i posyła 19 pocisków w jego klatkę piersiową. Po czym wraca szczęśliwy do domu. O sytuacji dowiaduje się ojciec świętej pamięci narzeczonego, zabiera karabin i idzie na poszukiwania ojca byłej narzeczonej świętej pamięci syna... Jako ciekawostkę podam, że dom robi za azyl. Czyli Albańczyk szukający zemsty nigdy nie wejdzie do domu swej ofiary... ale może czekać miesiąc na wycieraczce. 

i.wp.pl/a/f/jpeg/20155/arsenal2.jpeg

Przy każdym domu stoi barak, który uznaje się za niepisany symbol Albanii. Wiąże się to z historycznym rozporządzeniem budowy baraków w razie inwazji Chin. I tak przechadzając się chodnikiem któregokolwiek z miast, mijając domy... widzi się przy nich baraki. Jako pamiątkę z podróży można przywieźć popielniczkę w kształcie baraku, albo figurkę... Czy nawet alkohol w butelce, w kształcie baraku!

Kolejną ciekawostką jest deprecjacja czasu (który nota bene nie istnieje). Autobusy jeżdżą tak, jak podoba się kierowcom. Jeśli niedawno jechał autobus, tzn. że w najbliższym czasie żaden nie nadjedzie. I tyle. Podobnie w umawianiu się na spotkania z ludźmi. ,,Idziemy jutro na spacer" wystarcza do pewnego umówienia się. Informacje o czasie i miejscu są zbędne. Tak po prostu. (:

medias2.cafebabel.com/9817/thumb/355/-/albania-podroz-w-nieznane-albania-podroz-w-nieznane.jpg


Jeżeli ktoś byłby ciekawy tematyki Albanii i szukał więcej informacji... polecam ten artykuł:

,,Sporo emocji na koniec dnia dostarczył nam jeszcze nasz hotel z uwagi na niespotykaną ergonomię rozwiązań zastosowanych w sanita­riatach. Otóż prysznice były tam zamontowane bezpośrednio nad ubi­kacjami, które nota bene składały się tylko ze spłuczki i otworu w pod­łodze. Otwór ten stanowił również ujście dla wody z prysznica dzięki temu kucając nad dziurą za potrzebą można było jednocześnie brać prysznic. Genialna oszczędność czasu."



Wybaczcie za błędy, mam nadzieję, że temat się spodoba! 
Pozdrawiam serdecznie i liczę, że dacie o sobie znać (e-Czytelnicy!), jeśli jeszcze tam jesteście!

John

czwartek, 20 września 2012

Szkoła

Postanowiłem, że dzisiejsza notka będzie opisowa, podobnie jak poprzednia, w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych. Zbieram myśli i czas na coś bardziej filozoficznego, ale nie jestem w stanie tego jeszcze poukładać w skład słów.

Skupię się na obserwacji szkolnego korytarza. Jednego, konkretnego, nieopodal wejścia. W jednym, konkretnym czasie. Będzie to wycięta z życia chwila, którą starałem się zapamiętać jak najlepiej...

Po prawej stronie, zaraz przy bocznych drzwiach, grupuje się stado 21 chłopaków z pierwszej klasy liceum, najprawdopodobniej matematyczno-fizycznej. Przynajmniej na takowych wyglądają. Jako, iż duża sala gimnastyczna jest w trakcie wymiany parkietu, są skazani na małą salę gimnastyczną (która notabene jest osobnym budynkiem, niepołączonym ze szkołą). Czemu nie udali się nań bezpośrednio, jak zwykły to robić inne klasy? Po prostu nie wiedzą, że tak winno się zrobić. Nie wiedzą, że blokują przejście, niepotrzebnie stojąc w zbędnym ucisku i milczeniu. W centrum zainteresowania, przy oknie, znajduje się jakiś samiec alfa, budzący największe zainteresowanie. To w jego kierunku raz po raz zerka reszta wystraszonych owieczek. 


fc04.deviantart.net/fs21/i/2007/254/c/e/Bournmouth_5_by_oOgeezOo.jpg

Przy automatach stoją trzy, dobrze znane mi osoby. Rozmawiają o planach na przyszły weekend i zbiórce pieniędzy na kilka gramów marihuany. Jeden chce kupić mniej, drugi więcej, a trzeci wcale. Co nie zmienia faktu, że i tak to zrobią. Zatracą się na pewien czas w oparach konopii indyjskiej. Z resztą, jak przynajmniej 5% tej szkoły. Jeszcze dwa lata temu dostęp do narkotyków wydawał mi się czymś nieosiągalnym (pomińmy przyjmowanie marihuany za narkotyk lub nie). Okazało się jednak, że to takie powszechne. Niemal na równi z alkoholem. Bowiem cotygodniową zagwostką uczniaków pozostaje wybór między narkotykami lub wódką. I nie chodzi mi tylko o marihuane. Co za problem kupić LSD, dopalacze, heroinę, czy chociażby 2CP? No właśnie. Problem (?) polega na tym, że żaden. 

fc00.deviantart.net/fs6/i/2005/113/3/7/LSD_by_RipRoaringReverend.jpg


Najbardziej niesprawdzonym pomysłem mojej szkoły okazały się bramki przy wejściach. Początkowe groźby ,,bez karty nie wejdziesz do szkoły" okazały się... kłamstwem. Szanowny Pan Woźny otworzy bramki za uśmiech, tudzież wymianę spojrzeń. Jednak pierwszacy jeszcze o tym nie wiedzą. W opisywanej przeze mnie sytuacji, dwójka z nich stała po zewnętrznej stronie bramek. Zapomnieli swych kart i cóż im pozostało? Jeden udając spokój, penetruje swój plecak. Drugi nawołuje do ludzi ,,po drugiej" stronie coby użyczyli mu karty. W końcu Ktoś bliżej nieokreślony się nad nimi lituje, nie otrzymując nawet skromnego: dziękuję. 

Jakże pięknie widoczny był podział na grupki zależny od marki nowo kupionych butów, ludzi, udających kogoś kim na siłę chcieliby być. A kim chcieliby być? Kimś, kto w ich przekonaniu, okaże się najlepszy, oryginalniejszy. Bowiem każdy ma jakieś własne ramy estetyczne do których stara się przyporządkować. Obserwując to całe zamieszanie zrobiło mi się smutno. Czy człowiek, szukając akceptacji nie może pozostać sobą? Musi się zmieniać i podporządkowywać przypisanym normom? Czy raczej szukać akceptacji prawdziwego ja? U mnie chyba tak dużo się nie zmieniło. Ten sam spowolniony chłopak w czarnej koszulce i jeansach, wiecznie powtarzający ,,śmierć". Przynajmniej w pewnym stopniu pozostałem sobą.


chocolateelephant.blogspot.com

Powiem szczerze, że nie jestem zadowolony z tego co napisałem. Widocznie tematyka szkoły męczy mnie ostatnio za bardzo. Ale mam wrażenie, że blog nieco traci na swoim bycie, przez ten wpis. Nawet nie mam ochoty tego czytać. Mam chyba za wysoką samoocenę i uważam tego typu opis za ,,zniżenie się" do jakiegoś -X poziomu. Obym się mylił. 

Miłego weekendu!
Nikt

niedziela, 16 września 2012

Szpital

Ostatnimi czasy miewałem (nie)szczęście bywać dosyć często w szpitalu. Niby nic poważnego, ale naczekałem się swoje w kolejkach, oczekując na lekarza, spóźniającego się kolejną godzinę. Nie mam zamiaru skupiać się na bezsensie systemu badań, oczekiwań na badania i tym podobne. Posiadam za mało konkretnych informacji, poza domysłem, że na papierku wygląda to całkiem porządnie (w przeciwieństwie do praktyki). 

Chciałbym oddać się dzisiaj całkowicie opisowi otaczającego mnie świata. 

fc06.deviantart.net/fs14/f/2007/113/a/7/hospital_floors_by_JESSERZZZ.jpg
Do Szpitala przyjechałem względnie wcześnie. Wstałem koło 04:30. Do 05:00 byłem już ogolony i umyty. Około 05:20 wsiadłem do autobusu linii nr 10, którym dotarłem w okolice szlachetnego szpitala. Przed szóstą siedziałem już przy drzwiach na których widnieje informacja, jakoby lekarz przyjmował od godziny 08:00. Kolejne stoty zaczęły pojawiać się po 15 minutach, potem 20... No i nim się zorientowałem cały korytarz drzwi, pozbawiony okien, wypełniony był powietrzem najróżniejszych stot. Kolejka do gabinetu przede mną (psycholog Anna X) była najmniejsza. Nie wiem konkretnie co miało to znaczyć. Że ludzie mają więcej problemów zdrowia fizycznego, niżeli psychicznego? Gówno prawda. Ludzie albo nie wierzą w feministyczne słowa, kolorowo ubranej Pani psycholog, albo zwyczajnie nie widzą problemów (tudzież widzenie różnych rzeczy nie stanowi dla nich problemu). Ta kolejka mimo najmniejszej ilości osób posiadała najciekawsze ,,przypadki". Na początek rudowłosa, wychudzona kobieta, rzucająca oczami we wszystkie możliwe strony ze swoją potencjalną mamą o orginalnym fioletowym kolorze włosów, której wiecznie szeptała coś na ucho. Dwa kolejne miejsca siedzące zajmowała starsza Pani, patrząca nauczycielskim wzrokiem na wszystkich ludzi dokoła. Oczywiście miejsce u boku zajmowała jej torebka. To wspaniałe połączenie wzroku, który wszędzie widzi jakąś uwagę wraz z torbami (wliczonymi w urok nauczycielskiego zawodu) dawało oczywiste wnioski: Emerytowana nauczycielka! Jak się potem okazało czekała w kolejce do innego lekarza, lecz najwyraźniej jej torba nie miała tam miejsca siedzącego i szukała szczęścia gdzie indziej.

th08.deviantart.net/fs71/PRE/i/2010/258/c/8/nobody_by_drfranken-d2yrpxm.jpg

Jestem niepełnoletni. Muszę zatem chodzić do chirurga dziecięcego. Jestem dosyć duży i zawsze czuję się nieswojo w towarzystwie małych dzieci, które niecierpliwe chcą już sobie stąd pójść (jak każdy). Jeśli któreś z nich zadaje mi pytanie, zwraca się do mnie per Pan. Co w sumie nieco mnie bawi, bo do świata dorosłych zostało mi jeszcze parę herbatek zrobionych przez rodzicielkę. Tutaj chłopczyk bawiący się samochodzikiem, tutaj dziewczynka zerkająca na chłopczyka. A ja siedzę sobie nieopodal ich, obserwując pierwsze dotknięcia spojrzeń. Na dwóch końcach korytarza są zawsze dwie najdłuższe kolejki: kardiolog i neurolog. W dodatku oby dwoje słyną z przychodzenia znacznie po czasie, zatem nie warto kierować się tabliczkami na drzwiach. No i żeby zostać przyjętym trzeba przyjść dosyć wcześnie (chociażby ze mną). Moim szczęściem w (nie)szczęściu jest Pani chirurg, która raz na jakiś czas przyjdzie o ustalonej godzinie. 

fc07.deviantart.net/fs13/f/2010/116/4/6/465fa1fbca4d2092895f0b4cb0f3cf55.jpg
Częstym pytaniem zadawanym przez uczniów dojeżdżających do szkół jest: Dokąd jeżdżą Ci wszyscy starzy ludzie? Wydaje mi się, że chociaż połowa z nich jedzie do szpitala, apteki, tudzież przychodni. Zazwyczaj przyjmowany jestem jako pierwszy. Czasem zdarzy się zatroskana mama, która prosi ,,czy aby może się spytać czy lekarz ją przyjmie bo nie ma X" i wpuszczam ją jako pierwszą... po czym nie ogranicza się to nigdy do rozmowy. Po 10-15 minutach drzwi się otwierają, po czym wpuszczona Pani obiera kierunek ,,do wyjścia". Ja wchodzę do gabinetu i tymi samymi uprzejmościami się witam, żegnam... no i niestety po jakimś czasie wracam. 

Chyba starczy na dzisiaj... Mam nadzieję, że nie zanudziłem nikogo bardziej niż zwykle. 

Nikt

poniedziałek, 10 września 2012

Pustka

Mam ostatnio cholerne problemy z napisaniem czegokolwiek o czymkolwiek. W wersjach roboczych mam chyba sześć postów, a raczej ich początki, które z blaku laku nie doczekały się kontynuacji. Nowy rok szkolny przysporzył mi nieco nerwów, niewyspania i... braku pomysłów na napisanie? Nie, nie... To nie to. Pomysłów jest dużo, gorzej z ich wykonaniem. 

Nieświadomie wpisałem w tytule tego wpisu ,,pustka" ale może okazać się to dobrym tematem. Bo w końcu... czym jest pustka? 

Pustka jako brak czegoś/kogoś

Albo może stan odczuwany po braku czegoś, kogoś. Przypuszczalnie... mieliśmy psa o imieniu Oskar, którego ze znajomymi nazywaliśmy Królem Liczów. Każdego dnia o tej samej porze wychodziłem z psiną na spacer, zazwyczaj po przybliżonej trasie. Niestety pies odszedł (zgodnie z którąśtam bajką) do psiego Nieba. A cóż mi zostało? Taka pustka, że człowiek nie wie co ze sobą zrobić w tej danej chwili... A spacery bez Króla Liczów to już nie to samo! Oczywiście to tylko przykład, bo tęsknić możemy nawet za butem zwiszającym z lini wysokiego napięcia.
schodowski.deviantart.com/art/pustka-121614630

Pustka jako nic


... czyli właściwie co? Nic. Pojęcie abstrakcyjne wyrażające albo całkowitą, niepojętą i nieistniejącą pustkę (chyba odpowiednich słów mi brakuje!), albo brak konkretnej rzeczy, jakiejkolwiek rzeczy. Gdy staram sobie wyobrazić czym tak właściwie jest pustka to widzę coś takiego:


images.wikia.com/bezsensopedia/pl/images/1/11/Czarny.jpg

I chyba wielkiego błędu nie popełniam. No, nie licząc faktu, że z moich wyobrażeń wynika, że pustka jest czarnym prostokątem... albo, wdrążając się nieco w mój umysł, wszechotaczającą czernią. Co do pierwszego znaczenia w tym podtytule... Tyczy się to zwyczajowych odpowiedzi. Ile reszty Ci zostało? Nic. Masz coś zadane? Nie mam nic zadane. 

Pustka jako stan umysłu społeczeństwa

fc06.deviantart.net/fs9/i/2006/033/2/b/DA_DEBIL_by_aptrick.jpg


Staram się być tolerancyjny, najlepiej jak potrafię. Co nie wyklucza u mnie swego rodzaju subiektywnej, krytycznej oceny wszystkiego co mnie otacza. Co za tym idzie? Pustkę jako stan umysłu społeczeństwa można rozumieć na różne sposoby... Owieczki, podążające za modą, a nie swoimi poglądami (pustka wspólna). Ludzie o skrajnej głupocie... i nie chodzi mi o brak wiedzy (np. Jaka jest stolica Sri Lanki?), ale taką skrajną, zablokowaną postawę. Nie będę wypisywał grup społecznych, opisywał konkretnych ludzi... bo jest to temat otwarty, dla Was, Czytelnicy! Każdy niechaj to zrozumie na swój sposób.

Pustka

Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że z pustką można wiązać także samotność. I to z notki nieco wcześniejszej, jako stałe poczucie jakiegoś braku, zagubienia w społeczeństwie. Bo w końcu... ja tutaj chyba w ogóle nie pasuje.

fc03.deviantart.net/fs43/f/2009/074/3/6/Alone_by_BlackCloudConnected.jpg
 

Mam nadzieję, że jeszcze Tam jesteście! 

Nikt